Projekt „Radosne przedszkole – mądry start”

Będę dzielnym przedszkolakiem

Listopad 2019


 

Tematy kompleksowe:

  1. Moja ojczyzna
  2. Jesienna muzyka
  3. Mali artyści
  4. Ciepło i miło

ZAMIERZENIA WYCHOWAWCZO- DYDAKTYCZNE:

- utrwalenie wiadomości nt. jesieni, cyklicznego następstwa pór roku;

- doskonalenie umiejętności uważnego słuchania tekstu i wypowiadania się na temat jego treści;

- rozwijanie umiejętności zapamiętywania prostych wierszy, rymowanek, tekstów piosenek;

- budzenie świadomości narodowej poprzez nabywanie przekonania, że jesteśmy Polakami, urodziliśmy się
w  Polsce, mówimy po polsku, chodzimy do polskiego przedszkola, naszą ojczyzną jest Polska;

- zapoznanie dzieci ze znanymi legendami związanymi z kulturą i tradycją naszego kraju;

- zapoznanie z tradycją uroczystego obchodzenia świąt narodowych - Narodowego Święta Niepodległości 11 listopada;

- doskonalenie umiejętności posługiwania się mapą Polski;

- wzbogacanie wiadomości dzieci na temat ojczyzny i utrwalenie polskich symboli narodowych;

- kształtowanie wrażliwości muzycznej poprzez eksperymentowanie z rytmem i dźwiękami, wykonywanie    akompaniamentu do piosenek  na instrumentach perkusyjnych oraz innych przedmiotach;

- ilustrowanie muzyki ruchem, granie na instrumentach, rozwijanie orientacji przestrzennej;

- wzbogacenie słownictwa związanego z  filharmonią: orkiestra, dyrygent, batuta;

- zapoznanie z pracą malarza i rzeźbiarza;

- poznanie różnych źródeł energii;

- poznanie sposobów pozyskiwania wełny;

- zachęcanie do określania i wyrażania swoich emocji, odgrywania scenek sytuacyjnych;

- zapoznanie z literą m, M, t, T, d, D, i, I małą i wielką, pisaną i drukowaną, próby czytania prostych wyrazów
z poznanych liter;

- rozwijanie umiejętności matematycznych – klasyfikowania przedmiotów wg koloru, wielkości lub przeznaczenia, określanie położenia przedmiotów w przestrzeni, przeliczanie, zapoznanie z cyfrą 2, 3;

- rozwijanie zainteresowań technicznych i sprawności manualnej;

- stosowanie się do zasad bezpieczeństwa podczas pobytu na placu zabaw, w czasie spacerów i wycieczek.

 

  •  

  • Piosenka D. Gellner pt. „Skaczące nutki”

    1. Do przedszkola wpadły nutki

    wszystkie miały czarne butki

    czarne szelki i czapeczki

    i skakały jak piłeczki.

    Ref. Ta wysoko, tamta nisko,

    ta z plecakiem ta z walizką.

    Roztańczone nutki trzy

    do, re, mi, nutki trzy.

    1. Poprosiły o mieszkanie

    w dużym czarnym fortepianie

    i biegały i skakały po klawiszach

    czarno - białych.

    Ref. Ta wysoko, tamta nisko....

    1. Nawet na leżakowaniu

    przeszkadzały dzieciom w spaniu

    i skakały po kocykach

    w czarnych szelkach i bucikach.

    Ref.Ta wysoko, tamta nisko...

     

     

     Wiersz B. Formy pt. ,, Koncert”

    Dzisiaj ważne wydarzenie.

    W filharmonii koncert wielki.

    W sali wszędzie pełno ludzi

    w wieczorowych strojach pięknych.

    Konferansjer właśnie wchodzi,

    zapowiada program długi.

    Z gracją gości wciąż zabawia,

    będą marsze, walce, fugi.

    Już na scenie są muzycy

    stroją instrumenty swoje.

    Skrzypce, flety, wiolonczele,

    trąbki, klarnet i oboje.

    Pan dyrygent się pojawia,

    płyną brawa jak lawina.

    Potem długa chwila ciszy,

    wreszcie koncert się zaczyna.

    Najpierw słychać pierwsze skrzypce,

    potem flet gra swoje tryle.

    Rogi, obój, dalej harfę

    i kontrabas słychać w tyle.

    Lecą w górę jasne dźwięki,

    aż z wrażenia dech zapiera.

    Wtem akordy fortepianu,

    tak – to muzyk gra Chopina.

    I palcami piękne dźwięki

    z instrumentu wydobywa.

    Śpiewnie, miękko, a melodia

    z serca głębi gdzieś wypływa.

    Wszystkim znane: polonezy,

    piękne walce i mazurki,

    gra muzyka najpierw ciężka,

    potem lekka niby chmurki.

    Bis, bis, słychać z każdej strony.

    Ludzie wstają, biją brawa.

    Coś takiego trzeba przeżyć,

    to wspaniała jest zabawa.

     

     

     Opowiadanie O. Masiuk pt. ,, Czarodziej z filharmonii ” 

    Supełek czuł, że dzieje się z nim coś dziwnego. To „dziwne” było raczej przyjemne, ale nigdy wcześniej tego nie czuł. Nie znajdował się teraz w przedszkolu,

    był w zupełnie innym miejscu. W filharmonii. Powtarzał sobie to słowo kilka razy, żeby zapamiętać. Filharmonia. Brzmiało tajemniczo. Kiedy Pani wczoraj

    zapowiedziała, że wybiorą się właśnie tam, Supełek nie wiedział, co to dokładnie znaczy i czego ma się spodziewać. Zapytał Blue, a ona powiedziała, że w filharmonii robi się muzykę. Supełek pomyślał, że albo Blue żartuje sobie z niego, albo sama też dokładnie nie wie. Wiadomo przecież, że muzyki nie można

    zrobić. Można zrobić kanapki albo fikołka, ale nie muzykę. Ponieważ muzyka… Trzeba przyznać, że Supełek nie miał pojęcia, skąd się bierze muzyka, był jednak pewien, że tak po prostu zrobić jej się nie da. Kiedy więc po śniadaniu Pani zabrała dzieci i wszyscy udali się do wielkiego

    budynku filharmonii, Supełek naprawdę nie wiedział, co się może wydarzyć. A teraz siedział, słuchał i właśnie czuł, że dzieje się z nim coś dziwnego. Rozejrzał się nieśmiało wokół. Marta, Staś i Marysia siedzieli w rzędzie za nim. Obok Blue, która sobie dyskretnie ziewnęła, a po jego lewej stronie Pak i Pani. Wszyscy patrzyli na scenę, ale wyglądali dość zwyczajnie. Chyba nie czuli tego dziwnego, które ogarnęło Supełka. Na scenie znajdowało się kilka osób. Przy wielkim czarnym fortepianie siedziała kobieta, na krzesełkach panowie ze skrzypcami, a za nimi inni, którzy też mieli skrzypce, tylko gigantyczne. Były tak duże, że widocznie nie mogli ich utrzymać, więc przytrzymywali je kolanami, żeby się nie przewróciły. I były tam jeszcze inne panie i panowie z instrumentami, których Supełek nie znał. Ale najważniejszy wydawał się mężczyzna, który stał przed tymi ludźmi. Supełek nie widział jego twarzy, bo był odwrócony plecami. Miał w dłoni śmieszny patyczek. Pani powiedziała dzieciom, że to dyrygent, ale Supełek dobrze wiedział, że

    to nie mogła być prawda. To był czarodziej, który wymachiwał czarodziejską różdżką i robił nią muzykę. Bo okazało się, że Blue miała rację. Ten czarodziej

    robił muzykę. Kiedy wskazywał na kogoś różdżką, to ten ktoś zaczynał grać szybciej lub wolniej, jakby z tej różdżki czary płynęły do ramion, do ust lub do palców wpatrzonych w czarodzieja ludzi. Supełek jeszcze raz zerknął na inne dzieci. Blue znów ziewnęła. Wszyscy patrzyli na scenę, ale Supełek czuł się tak, jakby był sam w tej koncertowej sali. Już wiedział, że został zaczarowany. Nie było innego wytłumaczenia. Przymknął

    oczy. Czasem wydawało mu się, że jest w jakimś miłym bezpiecznym miejscu, pod kocem i z kubkiem kakao, a czasem, że przedziera się przez burze lub ucieka przed złoczyńcami. Ale nawet, kiedy był w niebezpieczeństwie, było mu bardzo przyjemnie. Muzyka powoli cichła. Supełek czuł się tak, jakby w środku brzucha zakwitły mu kwiaty, a przez głowę przelewały się morskie fale. Był w jakimś innym świecie. Pan czarodziej opuścił swoją różdżkę i wszystko ucichło. Morze uspokajało się powoli w głowie Supełka, a kwiaty z jego brzucha zamykały swoje płatki.

    – Nareszcie – westchnęła z ulgą Blue. – Jeszcze klaszczemy i koniec. Tylko nie za mocno, żeby nie było bisów, bo się zanudzę – dokończyła.

    Supełek jednak mocno bił w łapki. Muzycy się kłaniali. Panowie opierali się o te wielkie skrzypce. Czarodziej odwrócił się twarzą do dzieci. Uśmiechał się.

    – Udaje, że jest zwykłym panem – pomyślał Supełek. – Nie chce, żeby wszyscy

    wiedzieli.

    – Podobał ci się koncert Supełku? – zapytała Pani.

    Supełek kiwnął głową, ale przecież wiedział, że to nie był koncert, tylko

    czary. Ale skoro Pani nie wie o tym, to Supełek nie zdradzi sekretu. Nie może

    wydać czarodzieja.

     

     

     Wiersz W. Chotomskiej „Tamburyn”

    Bębny mówią o tamburynie,

    Że wstyd przynosi rodzinie.

    – Żaden poważny bęben

    nie dzwoni, nie brzęczy,

    a on przyczepił sobie

    dzwoneczki do obręczy.

    Obwiesił się blaszkami,

    jak jaki przebieraniec,

    a w głowie figle – migle,

    nic tylko taniec i taniec.

    A gdy zaczyna tańczyć

    to istny śmiech na sali –

    kto widział, żeby tancerz

    tancerkę w głowę walił?

    W kolano, w głowę, w łokieć

    ki diabeł go opętał?

    Aż wstyd wspominać o tym

    przy innych instrumentach.

    Nikt takich figur w tańcu

    nie widział jak świat światem,

    dziwimy się tancerkom,

    że tańczą z tym wariatem...

    Tak mówią duże bębny

    i bębnią zgodnym chórem:

    – Tamburyn za to wszystko

    powinien dostać w skórę!

    A ja te duże bębny

    odstawię za kurtynę

    i na złość ponurakom

    zatańczę z tamburynem!

     

     Wiersz M.Szwondera pt. ,,Muzeum z różnościami”

    To najdziwniejsze muzeum na świecie.

    Przeróżne rzeczy ujrzeć możecie.

    Dużo ich tutaj – z tego wynika,

    że dobrze będzie mieć przewodnika.

    A więc pomocą uprzejmie służę,

    zapraszam dalej, nie stójmy dłużej.

    Niech wejdą wszyscy – dorośli, mali –

    do muzealnej największej sali.

    Eksponat pierwszy będzie bombowy:

    w tym urządzeniu łaty od krowy

    prędko zmieniają się w brodę kozy,

    a wykałaczki w wysokie brzozy.

    Stoi przed wami też urządzenie,

    co robi dziurki na zamówienie

    do obwarzanków oraz do sera;

    stare skarpety dziurawi nieraz.

    A ta maszyna brudna jest cała,

    bo kurz na książki produkowała.

    Następna za to bardzo się klei –

    bez niej bałwanów byśmy nie mieli,

    bo stąd jest klej do śniegu lepienia.

    W sali kolejnej tapczan dla lenia:

    jest połączony z dużą lodówką,

    by wypoczynek nie był głodówką.

    Jest oczywiście też coś dla śpiochów:

    budzik, co strzela grochem po trochu.

    Za przymierzalnię ta sala służy

    różnych ogonów: małych i dużych.

    piłki

    albumy o różnych

    dziełach sztuki

    Jest tu też waga, co chętnie waży

    piegi, rumieńce, krosty na twarzy.

    W tej muzealnej sali trzymamy

    do koszul oraz do spodni plamy.

    Są tu też paski, które zgubiła

    zebra, przez jezdnię gdy przechodziła.

    Maść mamy przeciw silnym łaskotkom,

    dla grzechotnika smoczek z grzechotką,

    supły do nici, wiatr do suszarki,

    a dla świetlików jasne latarki.

    Pora zakończyć naszą wycieczkę,

    zamknąć muzeum oraz bajeczkę.

    Ballada o malarzu

    Ewa Śmietanowska

    Szedł malarz po świecie

    z miną niewesołą.

    Nie miał farb w palecie,

    pędzla i sztalugi.

    Przystanął na chwilę,

    rozejrzał wokoło....

    nie uwierzył oczom –

    spojrzał po raz drugi.

    Wiosna była. Mchy zielone,

    w dali łąki nieskoszone.

    Wziął więc malarz bez obawy

    zieleni od mchu i soczystej trawy.

    Włożył kolor do palety,

    lecz ich mało miał niestety.

    Wiosna trwała, kwitły mlecze,

    więc tak malarz do nich rzecze:

    – Mogę żółci od was prosić?

    Łąkę będą wkrótce kosić.

    Nie żyjecie długo wcale.

    Ja w obrazie was utrwalę.

    Oddał płatki każdy kwiat.

    Malarz poszedł dalej w świat.

    Latem słońce grzało złotem.

    Malwy kwitły tuż za płotem

    piękne, dumne, kolorowe.....

    Już ma malarz barwy nowe.

    Włożył wszystkie do palety.

    Wciąż ich mało ma niestety.

    Czerni mało, bieli mało,

    i błękitu by się zdało.

    Gdy nad stawem palił fajkę,

    ujrzał niezapominajkę.

    Prosi więc o blady błękit,

    i na wyciągnięcie ręki

    położyło modre kwiecie

    swoją barwę na palecie.

    Nim się lato w jesień zmieni,

    weźmie od wiśni czerwieni.

    W lesie rosną gdzieś maliny,

    będzie od nich miał karminy.

    Bieli uszczknie od obłoków –

    skoczy w górę parę kroków.

    Wrzosy dały mu fiolety,

    więc dołożył do palety.

    Gdy zakończył barw zbieranie

    rozpiął płótno na blejtramie,

    potem usiadł do sztalugi.

    Powstał obraz jeden... drugi

    pełen ciepła, pełen treści.

    Wszak pędzelkiem płótno pieścił.

    Minie pewnie kilka lat,

    zanim znów wyruszy w świat.

    Wymalować musi przecież

    wszystkie barwy w swej palecie

     

    W pracowni rzeźbiarza

    Agnieszka Karcz

    Stoją w kącie ułożone różne formy wyrzeźbione.

    Są drewniane i gipsowe, marmurowe, papierowe.

    Jedne małe inne duże, jedne płaskie drugie grube.

    Mają kolor, kształt, fakturę czasem ubiór oraz minę.

    Pierwsza rzeźba z drewna stoi, przypomina mi wagonik.

    Druga rzeźba zaś z kamienia, górą wielką będzie teraz.

    Trzecia forma marmurowa, jak lotnisko wygładzona.

    Czwarta bryła z brązu lana, z wielkiej formy wyjmowana.

    Piąta rzeźba z porcelany, jest postacią prosto z baśni.

    Szóste dzieło zaś z kryształu, przypomina górę szklaną.

    Jaką rzeźbę stworzyć mam, gdy tak wiele tworzyw mam.

    Jaką barwę nadać jej, by urody dodać tej.

    Jaki kształt wyrzeźbić mam, jakim dłutem nie wiem sam.

    Być rzeźbiarzem trudno jest, trzeba pomysł dobry mieć.

     

    Gdzie te igły

    sł. Urszula Piotrowska, muz. Magdalena Melnicka-Sypko

    Narobili krawcy krzyku:

    – Nie ma igieł w igielniku!

    I pobiegli kupić nowe,

    bardzo mocne, bo stalowe.

    Jeż tłumaczy im, że przecież

    igieł dużo jest na świecie.

    Gdzie nie spojrzeć wszędzie igły.

    Po co z igły robić widły.

    ref: Gdzie te igły? Jak to gdzie?

    Na choince znajdziesz je!

    I w aptece szukaj też.

    I w kompasie – chyba wiesz?!

    Mówią krawcy: – Naszym zdaniem

    jeż z igiełek ma ubranie

    Jeż najeżył się i mruczy:

    – Ciągle wszystkich muszę uczyć:

    igieł nie mam i nie miałem,

    noszę kolce życie całe.

    Kolców pełno jest w naturze –

    ma je kaktus, mają róże.

    ref: Gdzie te igły?

     

    Szalik

    Małgorzata Plata

    Gdy na dworze bardzo wieje,

    naszą szyję co ogrzeje?

    Coś miłego, wełnianego,

    z włóczki lub papierowego.

    W kratkę, paski lub we wzorki,

    gładki lub w różne kolorki.

    Mogę mieć pompony, frędzle,

    warkoczyki albo pędzle.

    Mogę krótki być, bądź długi

     

     

     

 

 

 

Przedszkole Nr 7

"Bolek i Lolek" w Koninie

Wsparcie prawnicze dla rodziców:

Michał Majewski - Radca Prawny Konin

porady z zakresu prawa rodzinnego

62-510 Konin, ul. Kolejowa 30

tel. 63-242-14-67